Mimo, że zdjęcia sportowe robię już od dłuższego czasu, to ostatnie kontakty moje z lekkoatletyką były w szkole podstawowej, kiedy brałam udział w zawodach (dawno temu). Płynnie przechodząc do piątkowej imprezy - przyzwyczajona jestem do meczów siatkówki, które punktualnie się rozpoczynają, wszystko skupia się w jednym punkcie, wiem kto gra, znam zawodników, wiem kogo obserwować... tutaj było inaczej, gorzej. Ponieważ symultanicznie odbywało się kilka konkurencji, to nie wiadomo było na czym obiektyw zawiesić, ponadto nie wiedziałam kto startuje, więc nie wiedziałam, czy ta osoba jest istotna i warta uwagi podczas tych zawodów. Skupiłam się jednak na dwóch konkurencjach - skok o tyczce i skok wzwyż, bo jak dla mnie na zdjęciach prezentowały się one najlepiej. Ciekawą dyscypliną do fotografii jest bieg, ale jakoś w tym halowym wypadku nie skradł mojego serca - choć podziwiam młodziutką Ewę Swobodę za jej niesamowity talent!
W siatkówce jesteśmy blisko akcji i skupiamy się na piłce i na akcji, tutaj jest nieco inaczej, powiedziałabym, że jeśli chodzi o skoki o tyczce i wzwyż, to było dużo łatwiej niż przy dynamicznej siatkówce. Oczywiście w ogóle ciężko jest porównywać dwie kompletnie różne dyscypliny, ale technika podobna, bo chodzi o te ułamki sekund, kiedy ciało jest zawieszone w powietrzu i zamrożone. Oczywiście tryb po klatkowy, manualny. Tak jak w każdym sporcie czas naświetlania bardzo krótki, a przysłona minimalna, bo ciemno bardzo.
Ze zdjęć jestem bardzo zadowolona, bo nie od razu Rzym zbudowano, także mały sukces, a cieszy.
Potraktujcie to jako inspirację i zachęcam do działania i rozwoju osobistego w dziedzinie fotografii :)






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz